F a n t a s m a g o r i a *PL

 

Kotki

Kocury

Kastraty

Archiwum miotów

nowych dmach

Fantasmagoriak w nowym domku

Kochani, dzisiaj w końcu mogę wypowiedzieć się od drugiej strony, jak to jest mieć naszego wychowanka w swoim domu :) Dotychczas wnioski wyciągałyśmy dzięki wiadomościom, które otrzymywałyśmy od Was, dzięki czemu wiedziałyśmy, że cała nasza praca i czas, który poświęcamy w wychowanie naszych maluszków szybciutko przynosi owoce. Fantasmagoriaki błyskawicznie odnajdują się w nowych domach, nie chowają się po kątach, są odważne i spragnione miłości, do której od narodzin je przyzwyczajałyśmy. Jak już wcześniej wspominałam, tym razem sytuacja dla nas była o tyle trudniejsza, że nie dość iż w domu miałyśmy jednocześnie trzy mioty, to cała odpowiedzialność właściwie spoczęła na Mamie po mojej wyprowadzce. To ona musiała mierzyć się z zatłoczonym łóżkiem, ciągle zapełniającymi się kuwetami, a co za tym oczywiście idzie i zapachem, którego ta wesoła zgraja nie szczędziła jej nawet w nocy. Nie było mowy o porządnym wyspaniu się - doskonale wiem, jak wygląda sen w takim towarzystwie, bo kiedy przyjeżdżałam do domu zamieniałyśmy się i sama spałam z małymi. Wzmożona aktywność, kiedy gasło światło, kilka małych zgromadzonych blisko ciała pod kołdrą, inne na, jedne przy głowie, drugie wzdłuż ciała, do tego kotki. Pierwsze zabawy jeszcze przed wschodem słońca, stukanie łapką po policzku, kiedy Goyka uznawała, że czas wstać czy karmienie maluchów na naszym brzuchu to codzienność. Cudowna, ale i wyczerpująca. Samo dostarczenie jak największej ilości bodźców, szczepienia, odrobaczania i wszystko inne, co wiąże się z odchowaniem miotu, ogromna odpowiedzialność za powołane na świat życia... 

 

To nasz model hodowli, to sposób, w jaki traktujemy naszych podopiecznych, to wyrzeczenia, rozwój i miłość owocują tym, na jak cudowne koty wyrastają nasze maluszki. 

 

A teraz kilka słów z mojego doświadczenia. Dwudziestego szóstego grudnia przywiozłam do mieszkania dwie cudowne dziewczynki od naszej Goyki - Persevere i Pearl. Już w samochodzie można było zaobserwować brak jakiegokolwiek stresu, małe spały wtulone w siebie i moją dłoń, mrucząc przy każdym moim ruchu.

Jako że w mieszkaniu mam już moją Suri, odkąd się przeprowadziłam, moją głowę wypełniały plany, jak wprowadzić małe do domu, pamiętając o izolacji, by przeszły zapachem i tak dalej, i tak dalej. Niestety, w mieszkaniu mamy tylko harmonijkowe drzwi, które, mimo że dodatkowo zabezpieczone, wytrzymały jakieś dwie minuty, odkąd otworzyłam transporter w salonie, by dać dziewczynkom możliwość zapoznać się z nowym miejscem, a do pomieszczenia weszła Suri. Małe początkowo w ogóle zignorowały jej obecność, bardziej zainteresowane zjedzeniem i napiciem się i szybkim zwiedzaniem nowych kątów z wysoko uniesionym ogonem. Sama Suri obwąchała transporter i obserwowała małe, a kiedy w końcu znalazły się bliżej siebie po prostu lekko na siebie nasyczały. I to wszystko. Pierwsze dwie noce spędziłam z Persevere i Pearl na kanapie, by dać Suri przestrzeń w sypialni, ale i tak w którymś momencie przyszła do nas i spała nie daleko małych. Po dwóch dniach Pearl już zaczepiała Suri, by ta ganiała się z nią w tunelu - co prawda bez skutku. A trzecią noc już spędziliśmy całą piątką w łóżku :) 

Odkąd Persevere i Pearl na dobre pojawiły się w naszym domu, jesteśmy w nich zakochani <3 Tak samo jak zachwycone małymi byli nasi goście, których kolana szybko zostały okupione. 

Pamiętam jak do naszego domu wprowadzały się kolejne koty. Jedne odnajdywały się szybciej, drugie dłużej, niektóre miauczały nocami, inne początkowo szukały schronienia. Pearl i Persevere odkąd tylko ich łapy stanęły w nowym miejscu są otwarte, ciekawskie, a przede wszystkim niebywale rozmruczane i nakolankowe - nawet teraz śpią na moich kolanach otulone swoim ulubionym kocem.  Niedługo znowu o nich przeczytacie; och, warto wspomnieć, że dziewczynki dostały inne imiona po domowemu - Yashiro i Yoshira, w skrócie Shiro (Persevere) i Yoshi (Pearl). 

Na sam koniec chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim tym, którzy nam zaufali i uwierzyli w naszą pasję, której owocem są ich rozmruczani przyjaciele :) 

 

 

06 stycznia 2019

Projekt i wykonanie: Angelika Flisik