Kotki

Kocury

Kastraty

Kocięta

Archiwum miotów

 W nowych domach

Felinoterapeutyczna hodowla

kotów Devon Rex

Czym dla mnie jest hodowla? 

 

Jest radością. Zachwytem i cudem. Jest darem, odpowiedzialnością, pasją i ambicją. Jest wyzwaniem. Jest moją ogromną miłością, ale i strapieniem. Jest wieczną myślą, tematem powracającym w snach. Jest źródłem stresu, lęku i smutku. Jest życiem. 

Nie wiem, czym była na początku. wspólną pasją z mamą. Czymś naszym, czymś, czemu oddawałyśmy wiele naszych rozmów, czymś, co połączyło nas jak nic przedtem. To my razem nad porodówką odbierałyśmy nasz pierwszy miot. To ona zapłakana myślała, że straciłyśmy nasze pierwsze kocię. To ja zaciskając zęby starałam się opanować pieczenie oczu, powtarzając sobie w głowie, że tak, trzeba go wyciągnąć, nawet jeśli nie wyda swojego pierwszego kwilenia. 

Ale żył. Nasz pierwszy cud, Aigo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z kota na kota, z miotu na miot, z ludzi na ludzi, z roku na roku, miesiąca na miesiąc a nawet dnia na dzień zapadam się w to głębiej. Moje piorytety zmieniły się już dawno, a dzisiaj hodowla i koty są dla mnie tak ważne, że nie wyobrażam sobie, bym miała z tego zrezygnować. Wiele osób tego nie rozumie. Szanuję to, mogę sobie to wyobrazić. Jakoś. Z trudem. Dla wielu osób nie jest normalne to, że zamiast kupić sobie nową bluzkę, wolę nabyć entą wędkę dla moich dziewczyn. Że na przestrzeni miesięcy przejrzałam setki wzorów kocyków dla moich pierwszych, własnych maluszków. Że mam szafę na kocie rzeczy. Że nieustannie szukam informacji, nowej wiedzy, która pozwoli mi być jeszcze lepszym hodowcą, lepszym właścicielem i kompanką dla moich kotów. 

Wiele osób nie rozumie, że biorę wolne w pracy, bo zbliża się termin porodu. Że nie ryzykuję wyjścia ze znajomymi, kiedy wiem, że w każdej chwili mogą pojawić się pierwsze skurcze. Nawet jeśli miną kolejne dwa dni, nim to się wydarzy. 

Niektórzy nie rozumieją, dlaczego nie obruszam się na kota wskakującego na szafkę. Dlaczego pozwalam na to, by spały w łóżku i siedziały na kolanach podczas posiłku. Dlaczego jeszcze nie wytresowałam ich, by nie wchodziły do szafy i nie próbowały ukraść chrupek z paczki. Dlaczego uważam, że potrzebuję kolejnego drapaku. Tego jest więcej. A to tylko wierzchołek góry lodowej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I ja wiem, doskonale wiem, że dla wielu osób moja pasja jest niezrozumiała. Ale jest moja i każdego dnia jestem wdzięczna mamie, że dała mi możliwość zachłysnąć się tym światem. 

Hodowla kotów to nie tylko głaskanie małych kociaczków i przysłowiowe odcinanie kuponów. Czasami nie mam siły tłumaczyć, ile tak naprawdę taka pasja pochłania z wypłaty. Tak, wypłaty, bo nie wiem, co trzeba by robić i jak prowadzić swoją hodowlę, by zastępowała pracę. Hodowla nie zaczyna się i nie kończy na oddaniu kociaka do nowego domu. Koszta, które generowane są każdego tygodnia zebrane razem, wliczając w to koty hodowlane, weterynarza, badania, potrzebne akcesoria i codzienne utrzymanie - żwirek i jedzenie, nie wspominając o rachunkach, które też wzrastają z każdą kolejną pralką czy chociażby działającą na prąd fontanną. Koszta okołoporodowe, odchów kociąt... Pieniądze nie rosną na drzewie, wpierw musimy na to zarobić. 

A kiedy nadchodzi moment oddania malucha nowej rodzinie nie zgarniam "kasy" by polecieć na Malediwy. Są przeznaczane na kolejne badania, odkładane na kolejny miot czy z myślą o kolejnym kocie hodowlanym, wędrują na konta sklepów zoologicznych i producentów kocich akcesoriów. Przez chwilę nie będzie trzeba brać na to wszystko z wypłaty. Ale też koszta, które poniosłam do tej pory automatycznie nie wrócą na swoje miejsce.

Przez chwilę miałam pomysł, by chociaż spisywać wydatki, które ponoszę przed pierwszym miotem. Kiedy zsumowałam kwoty z dwóch miesięcy, uznałam, że to nie ma sensu. Lepiej spać spokojnie :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Hodowla to zdolność podejmowania wyborów. Zdolność do wyrzeczeń. To konieczność zaakceptowania faktu, że chociaż odkurzę i zmyję podłogę, to nie zdążę na dobre odetchnąć, bo już wokół kuwety będzie żwirek i właśnie kolejny kociak będzie do niej wskakiwał, bo zapomniał o załatwieniu się w poprzedniej turze. 

Czasami można odnieść wrażenie, że kuwetę sprząta się częściej, niż wskazywałaby na to ilość kotów i kociąt w domu ;) 

Trudno mi stwierdzić, co będzie najcięższą częścią, ale wydaje mi się, że moment wybrania nowych domków. Wybór ludzi, zawierzenie im maluszka, którego poród odbierałam, którego obdarzyłam miłością. Którego ofiarowała mi moja kotka. 

I mam szczerą nadzieję, że nasze szczęście do fantastycznych nowych domków dla naszych wychowanków nigdy nie minie. 

Hodowla to ogromna odpowiedzialność za powoływanie do życia istotki. I ta odpowiedzialność zaczyna się już na samym początku, przy poszukiwaniu kotów hodowlanych. Robimy wszystko co w naszej mocy, by kolejne pokolenia były zdrowe i wolne od chorób genetycznych. By odpowiadały wzorcowi a także miały cudowne charakterki. Geny to jedno, ale nasza praca i to, co damy od siebie przez te kilka tygodni, gdy maluszki są u nas, to drugie.

Mogłabym pisać i pisać i wciąż byłoby za mało. Myślę jednak, że wystarczy nadmienić, że pięciogodzinne spotkanie z innym hodowcą mija szybciej niż odcinek dobrego serialu. Że nic tak nie poprawia mi humoru jak wtulone we mnie ciepłe ciałka, jak wpatrzone we mnie oczy i merytoryczna dyskusja okraszona błyskiem małych, białych ząbków. Że potrafię spać w dziwnych pozycjach, by na pewno każdej było wygodnie. A do krainy snu prowadzi mnie mruczenie. 

 

 

 

Projekt i wykonanie: Angelika Flisik