Kotki

Kocury

Kastraty

Kocięta

Archiwum miotów

 W nowych domach

Felinoterapeutyczna hodowla

kotów Devon Rex

Legowiska

i zabawki

Karmy

i snacki

Żwirki

i kuwety

Rozmrrruczane recenzje kocich produktów

Zacznijmy od tego, że uwielbiam kupować rzeczy dla moich kotów. Pewnie już o tym wspominałam, ale kiedy odbieram paczki z artykułami dla nich, cieszę się bardziej, niż gdy przychodzi coś dla mnie. Staram się śledzić rynek, szczególnie że ten jest coraz bogatszy w akcesoria dla kotów i sukcesywnie powiększać nasze zbiory :) 

 

To że koty kochają kartony jest powszechnie znaną prawdą; ile razy nasi podopieczni ładowali się do kartonów po naszych zamówieniach, czy tych przyniesionych z zakupami. Nic dziwnego, że znaleźli się i tacy, co poszli o krok dalej, nie tylko dbając o to, by ich koty miały swoje kartony, ale również wprowadzając je do sprzedaży.

 

Nie ukrywam, początkowo podchodziłam do tego sceptycznie. Mimo wszystko, kartonów przez nasz dom zawsze przewijał się ogrom, czasem wycinaliśmy w nich otwory, by urozmaicić kotom środowisko i wnieść nowy element do zabawy. Tym samym perspektywa zakupu kartonu z wyciętym otworem za cenę średniej jakości drapaka tekturowego z zooplusa nie wydawała mi się specjalnie kusząca.

Czy kot oprze się KOTartonom ?
Tak bardzo nie mogłam doczekać się momentu, gdy kartony staną na swoim miejscu, że mimo późnej pory wzięłam się za składanie. Było to dość proste, ciut zaginania i przeciskania części zwanej “zamkiem” i pierwszy karton został złożony. Oczywiście dziewczyny cały czas wspierały mnie w moich działaniach, także napotkałam trudności pt: Suri zaległa w kartonie i na sugestię o jego opuszczeniu, bez skrępowania wyrażała swoje niezadowolenie. Kiedy w końcu udało mi się złożyć wszystkie pięć części, nadszedł moment przyklejania rzepów. Przy całym procesie wspierałam się instrukcją, w której też pokazano przykładowe kombinacje kartonów.

Wzięłam się za pracę, ustawiłam (po wywabieniu Suri z kartonu, co nie było takie łatwe) kolejne elementy tak, jak chciałam je przekazać kotom do zabawy i przykleiłam rzepy. Kiedy jednak wzięłam się za łączenie kolejnych elementów, myślałam, że się popłaczę, bo okazało się, że jeden karton obkręciłam o raz za dużo i rzepy wylądowały nie na ścianie, na której miały :D Przez to też zamiast trzy kartony w górę jest jeden wyglądający jak przedpokój przed wejściem do części właściwej kociego domku. Pozbierałam się jednak i przeniosłam gotowy plac zabaw w upatrzone wcześniej miejsce. Koty momentalnie zainteresowały się nową konstrukcją i poczęły zwiedzać.

Którymś razem trafiłam na stronę z "KOTartonami" od “KOCIstyl” i z ciekawością przyjrzałam się ich pomysłowi. Wniosek jednak wciąż pozostawał ten sam - czemu kupować, skoro coś podobnego, bardziej amatorsko, mogę zrobić sama?

 

Ale nie zrobiłam. Nie oszukujmy się, nie na wszystko człowiek ma czas, nawet jeśli głowa jest pełna pomysłów. Nie byłam też pewna co do kwestii mocowania i, mówiąc szczerze, ciekawiło mnie rozwiązanie użyte w kartonach od “KOCIstyl”. W końcu skusiłam się i na próbę zamówiłam pięć kartonów, upatrzywszy sobie wcześniej na nie idealne miejsce w salonie. 

 

Do wyboru mamy kartony w naturalnym kolorze oraz bielone - jako że te drugie lepiej pasują do naszego wnętrza, a ja sama zdecydowanie wolę gamę barw od bieli po czerń niż brązy, zdecydowałam się na te drugie.

Podsumowując
Kartony mamy przeszło dwa miesiące i kiedy piszę tę recenzję, Suri śpi sobie w jednej z części, a Yosha w spanku ustawionym na kartonach.
Są dni, kiedy, będąc w domu, w ogóle tam dziewczyn nie widzę, są i takie, gdy któraś większość czasu spędza w nich na spaniu.
Kartony mają za zadanie spełniać trzy potrzeby:
- zabawy - polowania
- kryjówki
- relaksu

Zajmijmy się pierwszym z nich. Moje dziewczyny raczej nie traktują kartonów jako placu zabaw, wykorzystując go między sobą - ale też, żyją ze sobą w naprawdę dobrych relacjach i nie zdarza nam się, by jedna kotka goniła czy polowała na drugą - i uff!

Zatrzymajmy się tutaj na moment. Pamiętajcie, że koty nie bawią się ze sobą, to, co widzicie w ramach interakcji między kotami, gdy jeden goni drugiego to próby polowania, na które lepiej nie pozwalać, samemu rozładowując sytuację - na przykład chwytając za wędkę i angażując kota do zabawy ze sobą. Koty potrzebują dziennej porcji zabawy - polowania i jeżeli nie dostarczymy im tego my, będą to robić kosztem drugiego kota, powodując u niego stres.

Jako element wykorzystywany w naszej zabawie z kotami, kartony sprawdzają się fajnie, szczególnie, gdy mamy długie wędki, bądź nasze koty lubią aportować. Wystarczy piłeczka z folii aluminiowej i zabawa gwarantowana :)

Co do kryjówki: normalnie moje koty nie mają raczej potrzeby się “kryć”, ale ostatnio miałam u siebie przez chwilę naszego kocura, który na co dzień mieszka u cioci. U mnie czuł się niepewnie - moje dziewczyny były zamknięte w sypialni, ale zapach i tak został i po pobieżnym zwiedzeniu przestrzeni, w jakiej się znalazł, wskoczył do kartonów, ułożył się w jednym z nich i stamtąd obserwował pomieszczenie. Druga sytuacja to kiedy dziewczyny miały ruję - Yoshi i Shiro i Suri ewidentnie miała ich już dosyć. Też schowała się w kartonach i spędziła w nich większość dnia. Ważne przy tej konstrukcji jest to, że kot w razie zagrożenia ma kilka dróg ucieczki. Inaczej niż w przypadku zwykłego kartonu czy innych podobnych konstrukcji z jednym wejściem - te często mogą być odrzucane przez koty właśnie w związku z tym, że kot nie czuje się bezpiecznie, widząc, że w razie zagrożenia może zostać mu odcięta jedyna droga ucieczki.

No i oczywiście - relaks! Jeśli o to chodzi, najczęstszą bywalczynią kartonów jest Suri. By urozmaicić “teren” dziewczynom na kartonach leży jedno legowisko, w środku mam położone również materacyki od julila, żeby dziewczyny miały bardziej miękko, gdyby chciały.

Szczerze mówiąc, strasznie ciekawi mnie, jak nasz kartonowy plac zabaw sprawdzi się przy najbliższym miocie devonków. Oczyma wyobraźni widzę super zabawę między kociakami, ale to na pewno pojawi się nowy post już po przetestowaniu mojej teorii. Ale to dopiero za przynajmniej kilka miesięcy.
Na ten moment śmiało mogę powiedzieć, że z zakupu jestem zadowolona. Być może nie jest to najbardziej oblegane miejsce w domu - ale tych jest naprawdę dużo, jak to mówią “ do wyboru do koloru” zależy na co akurat dziewczynki mają ochotę. Przez te dwa miesiące póki co kartony oberwały jedynie zębami - jest kilka dziurek, ale to tyle, rzepy trzymają, konstrukcja się nie przesuwa :)

Akcesoria