F a n t a s m a g o r i a *PL

 

Felinoterapeutyczna hodowla 

kotów Devon Rex

Kotki

Kocury

Kastraty

Kocięta

Archiwum miotów

W nowych domach

Nowy rozkład sił. 

Moi drodzy, jak pewnie wiecie, Fantasmagorię prowadzą przede wszystkim dwie osoby - ja (Angelika) i moja mama, która założyła hodowlę. Nasza historia ma już kilka lat i sama jestem zaskoczona, jak to szybko zleciało! Na przestrzeni tych lat dobrze wypracowałyśmy sobie już nasz sposób działania, podzieliłyśmy obowiązki, dzięki czemu wszystko mogło dobrze u nas działać. Drugą połowę 2018 roku śmiało można nazwać okresem ogromnych zmian, z czego dla Was najistotniejsza jest taka, że od września nie mieszkamy już razem. Jak to w życiu bywa, nadszedł mój czas, kiedy musiałam podjąć decyzję o wyprowadzce. Nie była ona łatwa, szczególnie, że ten moment w naszej hodowli również nie sprzyjał wyprowadzce, jako że akurat po ponad rocznej przerwie powitałyśmy na świecie maluszki z miotu O. Wiedziałam jednak, że nigdy nie nadejdzie ten dobry moment. Tak naprawdę z domu powinnam była wyprowadzić się już ponad dwa lata temu, kiedy rozpoczynałam studia na kierunku Zoofizjoterapia na Uniwersytecie Technologiczno Przyrodniczym w Bydgoszczy. Jestem jednak osobą mocno związaną z moją rodziną i pasjami, także zdecydowałam się dojeżdżać na studia. I wiecie co? To nawet działało. Pomijając to, że droga w jedną stronę zajmowała mi średnio trzy godziny, a niejednokrotnie zdarzało się, że musiałam czekać na pociąg ponad godzinę po skończonych zajęciach, pociągi się opóźniały... Przez dwa lata studiowałam w ten sposób, było to szczególnie przydatne chociażby w przypadku porodu naszych kotek, kiedy to po prostu zostałam w domu, a chociaż wychodziłam z domu kiedy wszyscy spali, mogłam spędzać z nimi wieczory. 

Ale i to się zmieniło. Każdy szuka własnej drogi, każdy chce się rozwijać i ostatecznie miałam wrażenie, że więcej się z mamą mijamy, niż rzeczywiście spędzamy razem czasu. W końcu zapadła decyzja o wyprowadzce. 

Czy żałuję? Wielokrotnie miałam myśli, że wolałabym być teraz w domu, żałowałam, że nie mogę pomagać mamie z ilością obowiązków, które na nią spadły. Od wyprowadzki każdy mój powrót weekendowy do domu również jest taki trochę " na wariata " jako że w Bydgoszczy pracuję i zazwyczaj przyjeżdżam do domu jednego dnia wieczorem, a drugiego muszę już wracać. A gdzie czas na rozmowę? Nie wspominając już o trzynastce maluszków, które muszę obfocić. 

Myślę jednak, że jakoś to nam wychodzi, oczywiście w moim przypadku to nic takiego, po prostu dorosłe życie. Niemniej, są również pozytywy!

Wyprowadzając się z domu zabrałam ze sobą naszą jedną kastratkę, moją ukochaną Suri, mamę naszego felinoterapeuty Haru. Dzięki temu zarówno Suri jak i koty, które zostały w domu, nieco odetchnęły, jako że ta złota dama lubiła komplikować sobie relacje z resztą stada. Sama zdecydowanie nie rezygnuję z hodowli, mam dużo pomysłów, dużo wizji i absolutny brak czasu! Studia i praca pochłaniają większość, teraz przez jesień i zimę zdecydowałam się zwolnić z fotografią, ograniczając się do naszych maluszków, jednak to wciąż czeka. No i co najważniejsze, odliczam dni, kiedy dwie małe Fantasmagoriaczki przybędą do swojego nowego domku! Jest to zarazem duża szansa dla samej Fantasmagorii, ale też dla mnie, gdyby nie moja wyprowadzka, nie miałybyśmy możliwości zostawić w naszej hodowli tych konkretnych dziewczynek, które są dla nas tak cenne... Ale o tym już z pewnością niedługo!

Także tak, Kochani, bądźcie dla nas wyrozumiali! Tym razem wszystko działa trochę inaczej, zdjęcia są rzadziej, wyjątkowo jest ich mniej i rzadziej na facebooku, niż dotychczas, za to wszystkie, które robię, pojawiają się na stronie. Pracujemy z mamą nad różnymi rzeczami, jedne idą lepiej, drugie gorzej, wciąż myślimy i chcemy się zmieniać. Niedawno mogliście oglądać cykl " Poniedziałki z moją pasją", który na ten czas został zawieszony, ale być może wróci, doba jednak jest zbyt krótka, by robić tyle rzeczy, szczególnie teraz, kiedy kociaki już urosły i naprawdę potrzebują dużo zaangażowania i uwagi, aby zostały prawidłowo przygotowane do dalszego życia z Wami. Internetem internetem, zdjęcia zdjęciami, ale wciąż najważniejsze są dla nas nasze koty i kocięta. 

Tak czy inaczej, mam nadzieję, że nie pogubiłam się zbytnio przy tym poście i wyciągnęliście z niego to, co najważniejsze ;)  

Póki co odliczam dni, bo już w sobotę znowu zobaczę nasze szkraby i zapewne nie będę mogła wyjść z podziwu, jak przez te dwa tygodnie urosły! 

14 listopada 2018

Projekt i wykonanie: Angelika Flisik